Trzy miesiące po mojej tragedii pojawił się JAMES.Wiedziałam kim jest. Był bardzo podobny do Harry'ego. Gdy następnego dnia przyszedł do mnie Harry to zapytał czy jestem w stanie mu wybaczyć.
-Nieeeee!- i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
Ale on pukał i dzwonił, aż powiedziałam , że zadzwonię po policje.
Po paru minutach usłyszałam pukanie do drzwi.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać Harry!- krzyknęłam.
-Ale tu nie Harry!
-A kto ?
-James .
-Jak dawno Cie nie widziałam. Wejdź.
-Dzięki.
-Ale jeśli myślisz, że do niego wrócę to się grubo pomyliłeś!
-Ale ja nie w tej sprawie.
-To po co przyszedłeś ?
-Odwiedzić Cię Moniko.
-Przejdziemy się?
-Ok.
Z Jamesem rozmawiało mi się tak jak z Harrym, a nawet lepiej.
Bo umiał mnie wysłuchać , a w pewnym momencie pocałował mnie. Ja jak głupia uciekłam do domu.
W dniu w którym James miał lecieć powrotem do Londynu, to zrozumiałam, że to była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Wsiadłam do auta i pojechałam na lotnisko. A w 1/3 drogi zabrakło mi paliwa i biegłam ile sił w nogach , ale samolot odleciał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz