Siedem lat temu w moim rodzinnym miasteczku zdarzyło się coś dziwnego. Moja młodsza siostra wybiegła z domu z krzykiem, a za nią tata cały zakrwawiony z siekierką.
Lili złapała mnie za rękę i zaciągnęła mnie do mojego małego żółtego malucha.
Po paru godzinach, bardzo długich godzinach dotarłyśmy do cioci Marysi. Ciocia ku naszemu zdziwieniu również była ZOMBIE. I znów wsiadłyśmy do autka. Po kolejnych paru godzinach byłyśmy u babci Lodzi. Na szczęście okazał się, że babcia była jak my, do czasu.
Po kolejnych paru godz. na nasze nieszczęście babcia była zombi. Nie miałyśmy już do kogo jechać gdy nagle zadzwonił mój chłopak (rozmowa brzmiała mniej więcej tak):
Michał: Halo, halo kotku!
Ja: Halo misiu gdzie jesteś!
Lili: Przerwało? Niewierze. Wisz co, znam miejsce w którym możemy się schować. Tylko to jedna mała przeszkoda, to 8 mil z tond.
Ja: Wsiadaj jedziemy!!!!!